Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce! Moje życie przelatuje mi dziś wraz ze scrollem myszki w oczekiwaniu na piątek. Scrolluję sobie blogi, kwejki, jutuby i fora. Praca mi wisi niczym skazaniec na szubienicy, którego nie czas jeszcze odcinać, ale i zostawiać tak jakoś głupio. Pracuję, bo tego ode mnie chcą i dlatego, że muszę zarobić czymś na swoje debilne zakupy złożone z ciuchów, kosmetyków i punktów w MMO (nigdy nie dajcie się wciągnąć w grę, która ma mikropłatności). No i żarcie, gdyż niestety jak wspominałam, zdrowy styl życia kosztuje. Wczoraj miałam zaciesz, bo rzucili mi do pobliskiego sklepu pstrągi. Tak a propos tego, co pisałam o rybach w notce o nawykach żywieniowych. Nigdy nie było tam pstrągów, a teraz nagle pojawiły się, mroczny postrach wegetarian i moje skryte marzenie. W dodatku w dobrej cenie. Tyle wygrać!
A wracając do tematu, czyli produktu o którym miałam pisać. Jakoś wybitnie potrzebny mi ten wynalazek nie był, ale był tani, trafił mi się do jakiegoś zamówienia z Allegro ("żeby się wysyłka opłacała") i użyłam. Chociaż oprawę oczu mam ciemną, to wzięłam zestaw dla szatynki, bo podobno (jak mówią mądrzejsi ode mnie) brwi lepiej nie paćkać czarnym cieniem, tylko ciut jaśniejszym.